niedziela, 8 lutego 2015

Karnawał, czyli wieś tańczy, wieś śpiewa oraz rolnik szuka żony



Wspominałam już chyba, że mieszkam w niedużym mieście, w którym trudno znaleźć rozrywkę. Dlatego wszyscy szturmem uderzają do klubów
Moja kuzynka przyjechała sobie na weekend do rodziców, od ładnych kilku lat mieszka w Warszawie i chyba się już odzwyczaiła od tych małomiasteczkowych rozrywek. Chciała pójść na jakieś piwo z koleżanką.
Wybór jest niebywały-aż cztery kluby, każdy lepszy od poprzedniego! Do każdego przybywają ludzie z okolicznych wsi, którzy zwykle piją przed swoimi samochodami, bo nie chcą pić w klubach z powodów finansowych, a niewiadomo czemu nie robią tego w domu. Mieszkać przy tych klubach to piekło na ziemi, właśnie ze względu na nich.
Czasami jeszcze przyjeżdżają do galerii. 
Wspomniałam już czym przyjeżdżają?
Otóż rozklekotanymi polonezami, w których siedzą po dziesięciu. Gdy jest cieplej oczywiście mają uchylone na maksa szyby i dzięki temu mogę sobie posłuchać disco polo oraz ich komentarzy na temat mojego tyłka, gdy jadę przy nich rowerem. Zresztą komentarze to pół biedy, najgorzej jest, gdy któryś chce nieumyślnie spowodować moją śmierć, czyli chce mnie klepnąć, w rezultacie ja tracę panowanie nad rowerem i prawie wpadam im pod koła.

Wracając do klubów. 
W jednym bywają prawie same gimbusy, ale tylko tam są koncerty, z tym, że akurat jej ten, który się miał odbyć nie interesował. 


W drugim bawi się liceum i studenci, z tym, że jest głośno i drogo. W trzecim bawią się licealiści, którzy mają coś nie tak z głową bądź nie stać ich na drugi oraz masa ludzi z okolicznych wsi. Czwarty jest mało popularny, dlatego właśnie wybór padł na niego.
I co się okazało?
Otóż, w cywilizowanym świecie mężczyźni w klubach na ogół szukają kobiet na jedną noc i vice versa (wiem, że generalizuję).
Tutaj przyjeżdżają rolnicy, którzy szukają żon.
Bije od nich aura, po której można twierdzić, że się nie trudzą myśleniem, ponadto mówią z uroczym zaciąganiem.
Natomiast „miastowe” dziewczyny chodzą szukać mężów, ubrane w niebotycznie wysokie, połyskujące szpile z czubem, z których zawsze się śmieję, gdy jestem w sh i akurat przechodzę przy wieszakach z odzieżą karnawałową/sylwestrową. Kiedyś zastanawiałam się kto kupuje coś takiego.
Dziś już wiem.
Wracając do tych dam, które mdleją za każdym razem, gdy zaczepi ich rolnik to trochę szkoda mi ich, bo w tych rolnikach widzą szansę na wyrwanie się z kawalerki, w której mieszka pięć osób.

A ci rolnicy, jak sami przyznają (przyjaciółka kuzynki z czasów podstawówki i gimnazjum umawia się właśnie z takim rolnikiem, którego poznała w klubie) szukają miastowych żon.
Ich dzieci będą robić tak samo.
Lubię też opowieść o dziewczynie, której rodzice zapłacili zaliczkę za salę na wesele, a ona rozstała się z narzeczonym i wyszła za mąż za jakiegoś faceta z okolicznej wsi, którego poznała właśnie w klubie, żeby się te pieniądze nie zmarnowały. 
 
W sumie ten wpis miał tylko na celu wylanie z siebie nienawiści do miejsca, w którym się mieszka.
Zakończę go tylko słowami, które usłyszałam po tej opowieści:
-Niedopowiedzenia, rób wszystko, żeby się stąd wyrwać do Warszawy. Inni ludzie, inna mentalność, zupełnie inny świat. Jak nie zrobisz tego to w końcu skończysz jako dziewczyna rolnika, który szukał żony.

8 komentarze:

Bukowina pisze...

Hm, mam niezłe porównanie, ponieważ tak jakby mieszkam aż w trzech opisanych tu miejscach: urodziłam się i zazwyczaj śpię na rodzinnej wsi, uczę się i chodzę do klubów w całkiem porządnym mieście a wakacje spędzam w małym miasteczku na kształt twojego. Tyle że mają tylko jeden klub i z tego co wiem, naprawdę marny. Zwłaszcza muzyka wali po głowie takich wielbicieli mocnego uderzenia jak ja.
We wsi ludzie się nie bawią, bo starzy nie mają czasu (i nie wypada) a młodzi są właściwie straceni dla wsi i całkiem wrośli w mieście. Po roku liceum już nie odróżnisz, kto ze wsi a kto z miasta, nie ma tak, ze ktoś zachowuje się jak ,,wieśniak". Nawet w klubach.
Z kolei w mieście jest klubów całkiem sporo, tak że po dwóch latach liceum nawet wszystkich nie znam. W moim ulubionym grają metal i często jestem tam na koncertach - mają świetny wystrój, bardzo rockowy (nawet kible wyglądają, jakby nie jeden wariacki koncert przeżyły) dziury w suficie, czarne ściany i sedesy oraz gotycką barmankę. Kuzynka z małego miasteczka przyjeżdża do mnie głównie żeby tak posiedzieć...Metalowy podobno mamy jeszcze jeden, ale to już nie byłam. Oprócz tego ulubiony klub ,,szkolny" do którego chodzą prawie wszyscy uczniowie i odbywają się tam nawet szkolne imprezy. Sporo ,,techniaw" których nie znoszę. Jeden niebezpieczny, do którego kumpela trafiła przypadkiem i z trudem zwiała, kiedy potraktowano ją jako ,,nowe mięso", dosadnie mówiąc. Więc pełen przegląd społeczeństwa i stylów muzycznych - może i prowincja, ale pod tym względem moje miasto nie takie straszne, chociaż nie Warszawka.

Niedopowiedziane pisze...

@Bukowina-ta Warszawa to był po prostu przykład większego miasta,bo akurat ode mnie tam najbliżej. A twoje miasto to nie prowincja,tylko jak sama powiedziałaś,porządne miasto ;)
U nas kluby są raczej z taką muzyką stricte klubową,nie ma jakiegoś podziału
Ja wiem,że się po roku nie odróżni,bo masa ludzi dojeżdża i się adaptuje,ale ci rolnicy to był taki przykład ludzi,którzy całe życie żyją na tej wsi na wschodzie Polski,są wychowywani na skrajnych prawicowców,ponadto nie tkną książki czy dobrego filmu,bo przez ten czas trzeba ojcu w polu pomóc,a potem to już siły nie ma i idą spać,a w weekendy jeżdżą do takich właśnie miast szukać żon z większego świata i wydaje się im to jakimś jakby przeskokiem, a tak na prawdę to ciągle stoją w jednym miejscu i gotują ten sam los swoim dzieciom.
Ci dojeżdżający to kompletnie inna bajka,oni nie mają już takiej mentalności,ich świat wykracza poza tę wieś,w której mieszkają,widzą jak inaczej żyją ludzie i mają trochę inne priorytety niż przejąć ojcowiznę,w końcu z jakiegoś powodu dojeżdżają.

different pisze...

Twoja notka bardzo mnie zdołowała. Osoby, które nie mają szansy wyrwać się ze wsi muszą szukać miłości tutaj, i im się tylko zdaje, że ta miłość jest. Ale to nie ta prawdziwa miłość.
Tak, lepiej rusz w świat i poszukuj. Wyrwij się z miejsca, które nie daje Ci możliwości. Sama od wielu lat wiem, że nie zostanę tu, gdzie jestem. Moja dusza się źle tu czuje.
Takie wiejskie "balangi" są straszne. Nie to, że się człowiek źle bawi. Parę ciekawych osób się właśnie na takiej imprezie poznało. Ale oprócz tego masa starszych mężczyzn zaczepiających szesnasto-. siedemnastolatki. Jak dla mnie to trochę... obrzydliwe, gdy widzę, jak się ślinią. A te nastolatki nie zaszczycą ich ani jednym spojrzeniem.
Dobija mnie cały ten schemat, który opisałaś. Niby jestem ze wsi, też muszę pracować, ale tak źle nie mam. Mogłam iść do wybranej szkoły, takiej, jaką sobie wymarzyłam i starałam się, by pójść do jak najlepszego liceum. Udało się i wiem, że będę studiować. I się stąd wyrwę. Tu nie ma dla mnie przyszłości. Ci, którzy chcą zostać - zostaną. Ja uciekam.

nieznana xxx pisze...

Nie pojmuję tego, tak słabo siebie oceniać, żeby nie wybierać faceta tylko wziąć pierwszego lepszego za męża. A jeszcze w dodatku miłości szukać w klubie. To straszne jak niektórzy tak nisko siebie oceniają, każdy ma prawo do wyboru.

A co do mieszkania na wsi. Faktycznie jest trudno. Ja mam o tyle dobrze że miasteczko ( małe ale fajne) jest blisko. Nie lubię dużych aglomeracji. A ty jeśli takie preferujesz to na pewno odnajdziesz się na studiach :)

nieznana xxx pisze...

PS: Ostatnio byłam na imprezie i jak tak sobie pomyślę to zachowania jakie opisałaś pasują d nich. Nie pojmuję tego chociażby upijania się do nieprzytomności, albo "zaliczania:

kateferia pisze...

Dlatego właśnie omijam kluby szerokim łukiem. Nie lubię takich miejsc. Zdecydowanie wolę kupić kilka browarów i sobie siąść u któregoś ze znajomych w domu lub, gdy jest ładna pogoda zorganizować ognisko/piknik i robić to, na co się ma ochotę.

Wiktoria Godlewska pisze...

Sama jestem spod Warszawy i popieram kogoś, kto powiedział Ci te słowa, które napisałaś pod koniec:) w Warszawie jest w ogóle inna mentalność, prawie całkowity brak chamstwa (czyt.klepania w tyłek itd.) no i ogromna tolerancja. Też radziłabym Ci się stamtąd wyrwać, jeżeli chcesz coś osiągnąć i nie masz w planach zostania żoną rolnika:)

Niedopowiedziane pisze...

@Wiktoria Godlewska:Nie powiedziałabym,że to kraina mlekiem i miodem płynąca,oh ah i tak dalej,ale im większe miasto tym lepiej.

Prześlij komentarz

Cieszę się, że Cię tu widzę :) Miło mi Czytelniku, że przeczytałeś mój tekst i chcesz napisać komentarz :)